I. B. Martelet OCR: JÓZEF Z NAZARETU, MĄŻ UFNOŚCI - W CENTRUM HISTORII, Kraków 1997.

Czyż nie jest przesadą stawiać św. Józefa w centrum historii świata? Cóż bowiem o nim wiemy? Posługując się językiem współczesnym trzeba by powiedzieć, że wzmianka o nim nie zawiera żadnych interesujących wiadomości. Nie jest znane ani miejsce, ani
data jego urodzenia, nie pozostawił żadnych pism, żadnego dzieła sztuki. Nie zapisano ani jednego jego słowa. Autorzy klasyczni i współcześni mu historycy nie wspominają o nim wcale. Wszystkie wiadomości, jakie o nim posiadamy, zawierają się w kilkunastu, nie więcej niż w dwunastu wierszach Ewangelii.

A jednak trzeba stwierdzić, że św. Józef stoi w centrum naszej ludzkiej historii i odgrywa w niej rolę pierwszorzędną. Na pozór to, co uczynił, jest czymś bez znaczenia w porównaniu z dziełami głośnych przywódców narodów i budowniczych wielkich mocarstw. Nie pozostało absolutnie nic z tego, co on wykonał, żaden sprzęt, żaden przedmiot, żadna budowla. Pozostało natomiast coś lepszego: z warsztatu tego rzemieślnika wyszedł Ten, który zbudował wszechświat, Ten, który dzień po dniu kształtuje nowy świat, Jezus Chrystus.

W życiu św. Józefa nie to jest ważne, co on sam zrealizował, lecz to, co Bóg uczynił dla niego, z nim i przez niego. Skutki tego trwają jeszcze i trwać będą wiecznie. Bóg powierzył św. Józefowi Dziewicą Maryją, Tą, która miała dać światu Jego własnego Syna. Wiążąc swoje życie z życiem Maryi przez zaręczyny, św. Józef wkroczył już w wielką tajemnicę Słowa Wcielonego i Jego Kościoła. Z jego skromnego domu, w miasteczku bez przeszłości, w kraju pod okupacją zaborców, wyszedł płomień, który nie przestaje oświecać i zapalać całego świata.

Oczywiście, św. Józef nie jest centrum świata! Nie jest on również centrum historii narodów. Zresztą, gdzie się znajduje środek grawitacji naszego wszechświata? Ziemia jest tylko pyłkiem w naszej galaktyce. Kto zliczy gwiazdy i planety krążące w nieskończoności nieba? Od strony rzeczy nieskończenie wielkich lub nieskończenie małych dotyka się tego, co jest bez uchwytnych granic. Trzeba się wznieść aż do Boga. To On jest centrum, początkiem i końcem wszystkiego.
Bóg jest miłością. Rzeczywistym centrum naszego wszechświata jest miłość. Nasze centrum znajduje się w samym sercu Boga, w Jego Synu Jezusie Chrystusie. Potwierdza nam to św. Paweł, gdy pisze: „On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne... Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała — Kościoła, On jest początkiem, Pierworodnym spośród umarłych" (Koi l, 15-19).

Ponieważ wszystko zostało stworzone dla Chrystusa, On jest w całej prawdzie kluczem sklepienia całego kosmosu. Jest On punktem centralnym, na którym wszystko się opiera i do którego wszystko zmierza: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Przyjście Syna Bożego na ziemię jest głównym wydarzeniem historii; jest jej punktem wyjściowym i końcowym. Wyjaśnia to św. Jan: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3, 16). Aby zrealizować ten wielki plan miłości, Bóg chciał się posłużyć Maryją i Józefem nie jak zwykłymi statystami, lecz jako świadomymi świadkami, a równocześnie aktorami odpowiedzialnymi i wolnymi.

Można więc twierdzić, że Maryja i Józef, każde na swój sposób, znajdują się po prostu w centrum dziejów zbawienia. Oboje są nierozerwalnie związani z stąpieniem Syna Bożego na ziemię. To przyjście Boga do nas jest wielkim wydarzeniem wieków; wszystko co je poprzedziło było przygotowaniem do niego, wszystko co następuje i nastąpi, jest nim opromienione. Jezus powie: , Ja jestem światłością świata" (J 8,12). Józef i Maryja są istotami, które zbliżyły sią najbardziej do tego światła. Są nawet tak blisko niego, że można ich nie zauważyć z powodu wielkiej siły tego światła.

Dlaczego Bóg wybrał naszą ziemią by umieścić na niej człowieka, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo? To tajemnica Jego miłości! Miał na widoku plan jeszcze wspanialszy, chciał dać swego własnego Syna, wiekuistego i nieskończonego jak On, by stał się. głową i wodzem całej odnowionej ludzkości. Długo przygotowywał Bóg spełnienie tego planu, wybrał naród, okolicą, rodziną, datą, a gdy dopełnił sią czas, zrealizował wspaniale to, co przygotował.

Ewangelia opowiada w kilku słowach o tym wielkim wydarzeniu: „...posłał Bóg Anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mążowi imieniem Józef, z rodu Dawidowego; a Dziewicy było na imią Maryja" (Łk l, 26). Duch Światy interweniuje i „Słowo stało sią ciałem i mieszkało miądzy nami" (J l, 14). Mieszkaniem Słowa Bożego jest Maryja, poślubiona
Józefowi. Ona jest „niewiastą obleczoną w słońce" (Ap 12, 1). Ona przyodziała ludzkim ciałem Światłość niestworzoną i sama stała sią Nią na wskroś promienna.

Nosząc w sobie Syna Bożego, Maryja stała się ośrodkiem zainteresowania całego świata. Bóg nachyla sią ku Tej, od której zależy harmonijny rozwój Chrystusowego ciała. Jakże wielka była odpowiedzialność Maryi wobec Boga i wobec całego świata! W świąto Zesłania Ducha Świątego, św. Bernard wyjaśniał swoim mnichom, że łono Maryi stało sią „centrum świata". Tłumaczył tak: „Rzeczywiście ku Maryi, jako ku swemu centrum, jako do arki Bożej, do przyczyny istnienia rzeczy, do najważniejszego wydarzenia wieków, zwracają się spojrzenia tych, którzy są w niebie, i tych, co w przepaściach, nasze, naszych przodków i wszystkich, którzy przyjdą po nas. Matko Boga, Władczyni świata, Królowo nieba... ku Tobie zwracają sią oczy całego stworzenia, bo w Tobie przez Ciebie i z Ciebie, swą delikatną raka Wszechmocny odnowił wszystko to, co stworzył" (Pent. 2, 4).

Dziewica Maryja jest centrum świata jedynie ze względu na to, co Bóg uczynił w Niej i przez Nią. Ma Ona dla nas znaczenie tylko dzięki swemu współdziałaniu w tajemnicy Słowa Wcielonego i Jego Kościoła. To samo można powiedzieć o św. Józefie. Jego dzieje nie dotyczyłyby nas wcale, gdyby nie był nierozerwalnie złączony z Maryją i Jezusem. Nie możemy rozłączyć tego, co Bóg połączył. Bóg nie postawił Józefa obok tajemnicy, lecz wprowadził go w nią, w jej głąbie. Ten udział w tajemnicy Słowa Wcielonego stawia św. Józefa, jak postawił także i Najśw. Maryję Pannę, w centrum historii świata.

Badając Ewangelią, możemy odkryć prawdziwa fizjonomię św. Józefa. Pobieżne spojrzenie nie wystarczy. Stanowi ono ryzyko potraktowania św. Józefa jako osobistości drugo lub trzecioplanowej, potrzebnej do zadośćuczynienia konwenansom, dla zaspokojenia potrzeb materialnych rodziny i dla uzupełnienia dekoracji. Poważne studiowanie Ewangelii jest pożyteczne, jakkolwiek niewystarczające. Nie powinno nigdy zabraknąć przenikliwości i zdrowego rozsądku, lecz Ewangelia nie jest tekstem, który wystarczy analizować w sposób naukowy; jest ona słowem żywym, przeznaczonym na to, by nas oświecało i żywiło dzisiaj. Do czytania i rozważania trzeba dołączyć modlitwą i uległość rozumu i serca. Trzeba nasłuchiwać słowa Bożego w tej lekturze złączonej z modlitwą.

Co mówi nam Ewangelia o św. Józefie? Materialnie bardzo mało, w rzeczywistości jednak rzeczy cudowne! Od niego rozpoczyna się Ewangelia, gdyż on jest dziedzicem obietnic, jakie w ciągu wieków Bóg dawał w związku z osobą Mesjasza, którego miał posłać. To Józef jako potomek Dawida przekazuje Chrystusowi dziedzictwo obiecane Dawidowi i jego potomstwu na wieki. On jest świadkiem i poręczycielem realizacji tych obietnic.

Św. Mateusz, pierwszy z Ewangelistów, rozpoczyna swoje opowiadanie tymi słowami: „Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama" (Mt 1. 1). Otóż ta genealogia rozpoczynająca się od wielkiego patriarchy Abrahama kończy się na Józefie. Po nim Ewangelia nie wymienia już żadnego syna Dawida. Wszystko urzeczywistniło się w Chrystusie, Synu Maryi, oblubienicy Józefa. Długa lista patriarchów wydaje się nudna przez ciągle powtarzające się słowo „zrodził" czyli „byt ojcem", które powraca trzydzieści dziewięć razy: „Abraham był ojcem Izaaka, Izaak ojcem Jakuba", i tak dalej.

Przy św. Józefie wszystko się zmienia. Ustaje stereotypowa formuła i nie powraca więcej. Zastępuje ją mną. która nigdy nie będzie powtórzona, gdyż ona sama wystarczy za wszystko: „...Józefa, męża Maryi, z której się narodził Jezus, zwany Chrystusem" (Mt J, 16). To krótkie zdanie ma zasadnicze znaczenie: rzuca pełne światło na posiać św. Józefa, jak również na jego misję. Jest on synem Dawida, ostatnim w wymienionej serii. Po nim jest już tylko jeden syn Dawida, syn par excellence: Jezus Chrystus. Maryja, przez swe zaślubiny ze św. Józefem, daje Synowi, którego poczęła z Ducha Świętego. Dawidową linię wstępującą. W ten sposób spełniają się proroctwa.
Zbyt szybko odwraca się tę pierwszą stronę Ewangelii według św. Mateusza. Tymczasem posiada ona bardzo wielkie znaczenie dla poznania miejsca, które Bóg przeznaczył św. Józefowi w tajemnicy naszej odnowy. Pierwsze słowa są zaskakujące: „Genealogia Jezusa Chrystusa"! Syn Boży zgadza się mieć ludzką genealogie, i ta genealogia nie jest niczym innym, jak genealogią św. Józefa. Czyż można być bardziej złączonym z kimkolwiek, niż jest się, z osobą, z którą ma się, te, samą genealogię? Św. Mateusz mógl równie dobrze napisać: „genealogia Józefa syna Dawida", jak „genealogia Jezusa Chrystusa syna Dawida".

Jest to sytuacja jedyna w swoim rodzaju. Sam Bóg Najwyższy potwierdza, ponieważ Ewangelia jest przez Niego natchniona, że ludzka genealogia Słowa Wcielonego jest ta sama co i św. Józefa. Ta identyczność, a nie proste podobieństwo, wprowadza św. Józefa w głębie tajemnicy Wcielenia i Odkupienia. Genealogia Jezusa Chrystusa, klóra streszcza to, co nazywamy „historią świętą", wymienia nie tylko osoby godne pochwały; daleko jej do tego! Ten, który przyszedł zmazać wszystkie grzechy i grzechy wszystkich, chciał mieć pośród swych przodków grzeszników i grzesznice.
Ta historia jest świętą o tyle, o ile jest zapowiedzią przyjścia na naszą ziemię uosobionej świętości Jezusa Chrystusa. Jest to historia jedyna, utkana z Bożych interwencji, wspaniałych obietnic i surowych pogróżek. Jej celem było utrzymać naród Boży w jego prawdziwym powołaniu — w przygotowaniu na przyjście Syna Bożego. Bóg zawarł przymierze z Abrahamem, potem z Dawidem: „Zawarłem przymierze z moim wybrańcem; przysiągłem słudze memu Dawidowi".

Fakty, które nastąpiły niebawem, zdawały się zaprzeczać tej obietnicy. Zaledwie pierwszy następca Dawida Salomon zmarł, a już kraj się podzielił, by być w ciągu wieków okupowany kolejno przez Asyryjczyków, Chaldejczyków, Persów, Greków i w końcu przez Rzymian. Poza kilku wyjątkami, ród Dawida nie odgrywał już ważnej roli. Żaden z potomków króla-proroka nie odznaczył się w zrywie patriotycznym i religijnym za dni Machabeuszów. W chwili, gdy nadeszła pełnia czasów, ród Dawida pozostawał nieznany. Żaden z jego członków nie posiadał wpływów w dziedzinie religijnej czy społecznej. Judea miała króla. Heroda, lecz nie był on potomkiem Dawida, nie był nawet Żydem. Wszystkie piękne obietnice, jakie otrzymał Dawid, zdawały się być pogrzebane!... I oto właśnie wówczas zaczyna siq wszystko.

Pan przygotował sobie namiot, aby móc zamieszkać między nami. Przychodzi w milczeniu i ciemności, nie przeszkadzając nikomu. Prosi o gościnę w łonie Dziewicy i o ciepło dwóch miłujących serc. Dziewica izraelska wydaje na świat Syna Bożego; Józef, potomek Dawida, przyjmuje do swego domu Syna i Matkę.