Cuda i łaski: List

Mam na imię Magda i jestem zawsze praktyczna, zorganizowana – „chodząca realistka”. Wiara w cuda i pomoc świętych nie była nigdy dla mnie łatwa. Trudno mi uwierzyć w coś, co nie da się jasno udowodnić, zrozumieć. Jestem tak trochę jak św. Tomasz – jak dotknę i zobaczę, to uwierzę. Ale życie weryfikuje nasze poglądy i tak było też w moim przypadku. Mam kochanego męża i synka, dobrą pracę i … kredyt, który niestety trzeba spłacać co miesiąc. Posiadanie pracy jest zatem niezbędne, aby nie spotkać się z komornikiem i trudnymi rozmowami w banku. Niestety, moją firmę kupiła firma konkurencyjna i rozpoczął się trudny etap łączenia obu organizmów w jeden. Cóż… pracownicy firmy przejmującej zawsze są w lepszej pozycji na starcie walki o swoje miejsce w nowej organizacji. Pamiętam pierwszej rozmowy, przekazywanie danych, dzielenie się wiedzą – była pewna, że zaraz będzie koniec i pożegnam się z praca szybciej, niż myślę. Wtedy mój mąż – namiętnie czytający co tydzień „Gościa Niedzielnego” – pokazał mi artykuł o rodzinie, która nie miała gdzie mieszkać i zaczęła się modlić o dom swoich marzeń do… św. Józefa. Napisali do niego list, położyli za obrazem św. Józefa u siebie w domu i czekali, modląc się codziennie. Co ciekawe, napisali w tym liście bardzo dokładnie, jaki dom jest im niezbędny i do kiedy mają czas na wyprowadzenie się z obecnego lokum. Do tej pory nie udało im się znaleźć niczego dobrego dla ich rodziny. Gdy zbliżał się termin wyprowadzki i termin, w jakim prosili św. Józefa o pomoc nagle, nieoczekiwanie, jadąc drogą, zobaczyli dom na sprzedaż – dom ich marzeń. Wiedzieli, że będzie ich i wiedzieli, że to „sprawka” św. Józefa. Po tej historii myślałam 3 dni. Spróbować poprosić czy nie – przecież jestem realistką i co ma być, to będzie, po co zawracać głowę św. Józefowi moimi sprawami – na pewno są inni i mają ważniejsze sprawy ode mnie. Ale mąż ciągle mnie namawiał – spróbuj i uwierz. Dla kogoś, kto zawsze „twardo chodzi po ziemi”, uwierzyć w takie działanie, to jak uwierzyć, że zimą będzie lato i upał. Ale co tam, „raz kozie śmierć”, zaufam. Napisałam skrycie list i swoją prośbę o pracę dla mnie i mojego brata, bo byliśmy w tej samej firmie. Modliłam się codziennie. Spisałam dokładnie wszystkie warunki spełnienia prośby – przecież św. Józef lubi konkrety. Może dlatego, że jest mężczyzną, a jak wiedzą kobiety – naszym mężczyznom zawsze trzeba mówić dokładnie, czego oczekujemy. Rzadko domyślają się sami – tak jesteśmy stworzeni i trzeba to zaakceptować, to będzie się nam lepiej żyło. Wracając do prośby – krótko i na temat. Mam pracę w nowej firmie i to lepszą niż poprzednio – wszystkie spisane przeze mnie warunki są spełnione. Mój brat też ma pracę. I powiedzcie, jak tu nie wierzyć, że św. Józef pomaga? Zaufałam i codzienną modlitwą prosiłam o pomoc. Oczywiście, trzeba pamiętać, że święci to nie złote rybki do spełniania naszych próśb. Ale nie warto walczyć samemu o ważne dla nas sprawy – pozwólmy sobie pomóc – święci to nasi ludzie w niebie.

                                                                                              Magda, Wrocław