IV. B. Martelet OCR, MISJA ANIOŁA GABRIELA

Wszystko rozpoczęło się w Jerozolimie, w świątyni, w dniu, który niczym się nie różnił od innych, gdy nikt się niczego nie spodziewał. Lud zgromadził się na modlitwę. Kapłan, pełniący posługę, wszedł do przybytku, aby ofiarować kadzidło. Był on potokiem Aarona, człowiekiem bez zarzutu, oczekiwał z upragnieniem Mesjasza. Nie miał dziecka i już się go nie spodziewał, ponieważ jego żona Elżbieta była podeszła w latach i niepłodna. Nagle zjawił się anioł Gabriel, Zachariasz się zatrwożył, anioł go uspokaja: „Nie bój się, Zachariaszu, twoja prośba została wysłuchana!" (Łk l, 13). Czas oczekiwania Mesjasza dobiega końca, wkrótce nadejdzie poprzednik, by przygotować Mu drogę.

Anioł wyjaśnia, że prośba Zachariasza została wysłuchana ponad jego spodziewanie. Będzie miał syna, a syn ten stanie się przyczyną radości nie tylko dla jego rodziny, ale dla całego świata. To on przygotuje naród na przyjście Mesjasza; będzie wielki, Duch Święty spocznie na nim jeszcze przed jego urodzeniem; będzie to nowy Eliasz. Wobec zapowiedzi takiego wydarzenia, Zachariasz waha się, czy ma wierzyć. Nie myślał nigdy o tym, że mógłby się stać ojcem tego, którego prorocy zapowiadali jako poprzednika Mesjasza.

Zachariasz nie śmie wierzyć, pragnie znaku. Jeśli żąda upewnienia, to nie tyle po to, aby wiedzieć naprzód, że naprawdę będzie miał radość stania się ojcem pomimo podeszłego wieku, ile aby mieć pewność, że ten obiecany syn jest dowodem bliskiego przyjścia oczekiwanego Mesjasza. Takie wydarzenie wstrząśnie światem, dlatego nie można ulegać złudzeniom. Anioł daje gwarancję swego posłannictwa: „Zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną" (Łk l, 19). Potem daje żądany znak, znak zaskakujący, z którego przebija odrobina humoru: „A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie..." (Łk l, 20).

Jasne jest, że inicjatywa jest po stronie Boga. On zawsze jest tym, który rozpoczyna, czyni pierwsze kroki, przygotowuje tych i te, których przeznacza do współdziałania w swym wielkim planie. Zachariasz i Elżbieta byli ludźmi bez zarzutu. Chcieli mieć syna, nie domyślając się, że pragnąc go, wzdychają do spełnienia się Bożych obietnic. Bóg przygotował ich do misji, której całkowicie nie znali. Dopiero stopniowo zrozumieją, że Boża interwencja względem nich stanowi część o wiele szerszego planu Bożego.

W kilka miesięcy później ten sam anioł Gabriel został wysłany przez Boga, już nie do świątyni jerozolimskiej, lecz do miasteczka w Galilei. Cel misji jest ten sam — przyjście Mesjasza, lecz prócz tego jednego wszystko jest odmienne. Nie chodzi już o podstarzałych małżonków, których pragnienia zostają spełnione i którzy kończą swoje życie w spokoju pogodnego wieczoru. Teraz jest to młode małżeństwo, którego życiem wstrząśnie poselstwo anioła. W Jerozolimie Gabriel przemówił do mężczyzny, szanowanego kapłana, w Nazarecie zwraca się najpierw do kobiety, do młodziutkiej dziewicy. Tak więc Stary Testament kończy się, a następuje Nowy, w nieprzerwanej ciągłości.

Tekst św. Łukasza jest w swej prostocie bardzo interesujący: „...Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja" (Łk l, 26-27). Wszystko jest podane dokładnie: imię anioła, imię Pana, który powierzył mu posłannictwo, miejscowość, do której się udaje, okolica, w której się ona znajduje, imię Dziewicy, Jej stan narzeczone), imię narzeczonego i pochodzenie rodziny. Jeśli żaden wróbel bez woli Ojca Niebieskiego nie spadnie na ziemię (Mt 10, 29), jakże można by pomyśleć, że w tym opisie ewangelicznym są słowa, które nie znalazły się tu z woli Bożej? Ważne jest wszystko to, co odnosi się do Maryi Dziewicy, a równie ważne jest to, co dotyczy św. Józefa.

Scena zwiastowania, tak delikatnie opisana przez św. Łukasza, powołała do istnienia wspaniałe dzieła sztuki malarstwa i rzeźby. Wyobraźnia i talent swobodnie udekorowały miejsce, udrapowały szaty i nadały postawę postaciom. Podziwiając bez zastrzeżeń artystyczne wykonanie, można postawić sobie pytanie, czy wspaniałość ozdób nie odwraca uwagi od zasadniczego wydarzenia: Wcielenia Słowa. To Bóg kieruje wszystkim.

Najpierw jest mowa o aniele, posłańcu Bożym. Stajemy wobec problemu świata niewidzialnego. W Starym Testamencie często są wzmianki o „aniele Pana", jako o prostej personifikacji lub aktualizacji obecności Bożej i Bożego działania. W innych okazjach, jak i w wypadku, o którym mówimy, chodzi o istotę różną od Boga, stworzoną przez Niego i obdarzoną szczególną misją wobec ludzi. Aniołowie zajmują ważne miejsce w życiu św. Józefa i Matki Najśw. Anioł zwiastowania nosi imię Gabriel — co oznacza „moc Boża". Jest on istotą rzeczywistą, a nie jakąś abstrakcyjną czy też owocem poetyckiej wyobraźni.

Bóg może bez trudu stwarzać istoty zdolne rozumieć i miłować, nie wiążąc ich istnienia z żadną planetą. Cóż zresztą wiemy o wielkich rzeczywistościach świata niewidzialnego? Aniołowie ukazują się i działają jako wybrańcy Boży. Są osobami, to znaczy jest w nich coś szczególnego, co ich odróżnia od siebie. Jeśli Bóg posługuje się, nimi, nic jest to z Jego strony objaw słabości, lecz mądrości i miłości względem nas. Bóg jest całkowicie wolny i może działać jak zechce, nie będąc zobowiązany zdawać komukolwiek sprawy ze sposobu swego postępowania. Jednakże latwo możemy rozpoznać przyczyny, które Go skłoniły do wybrania posłańca, aby zwiastować Wcielenie.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Bóg powinien byl sprawę Wcielenia swego Syna załatwić sam bezpośrednio z Maryją, która miała być pierwszą osobą biorącą w nim udział. Wydarzenie, które tak blisko dotyczy Boga, nie wymagało obecności pośrednika. Rozumować w ten sposób to zapominać, z jaką delikatnością odnosi się Bóg do swych stworzeń; On zawsze szanuje ich wolność. Z Bogiem się nie dyskutuje, lecz można dyskutować z aniołem. Zachariasz w Jerozolimie i Maryja w Nazarecie nie są pozbawieni tego prawa. Zjawienie się anioła przestraszyło Zachariasza, Maryję, i Józefa. O ileż większa byłaby ich emocja, gdyby ukazał się im sam Bóg!

Innym powodem obecności aniołów w tajemnicy Słowa Wcielonego jest to, że ta tajemnica dotyczy zarówno aniołów, jak ludzi. Cały wszechświat jest zainteresowany i odnowiony przez przyjście Syna Bożego w naszym ciele. „Syn człowieczy" jest również Królem aniołów, Panem wszechświata. Wszystkie istoty zdolne poznawać i miłować, objęte są tym odnowieniem stworzenia. Można nawet dodać: jest nim objęte wszystko, co żyje i oddycha, gdyż wszystko zostaje odmłodzone. Niektórzy teologowie sadzą, że tajemnica Wcielenia Syna Bożego była tym kamieniem obrazy, który stał się przyczyną upadku złych duchów. Lucyfer nie chciał uznać swym królem Tego, który narodzi się zo zwykłej niewiasty.

Dla powszechnego odnowienia wszechświata Bóg posługuje się, tak jak to czyni w stosunku do wszystkich swych dziel, środkami, które po ludzku wydają się całkowicie nieproporcjonalne. Posyła swego posłańca do miasteczka bez znaczenia, do młodej dziewicy, która nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, a ponadto nie jest wolna, gdyż została poślubiona. Ponieważ związała się z młodym człowiekiem, nie może sobą rozporządzać bez dopuszczenia się winy. A jednak to właśnie Ona ma powziąć decyzję, która angażuje nic tylko osobistą Jej przyszłość, lecz również przyszłość jej narzeczonego, losy Jej rodziny, Jej narodu i całego świata.

Dziewica, do której posłany został anioł Gabriel, Jej narzeczony, z którym się związała, zostali przygotowani przez Boga do misji, jaka miał im powierzyć. Na długo przed ich narodzeniem, przed przyjściem na świat ich rodziców, Bóg zadecydował o wszystkim, aby dopełniło się wszystko według planu Jego miłości. Nazywa to pięknym słowem, które niekiedy źle jest rozumiane — przeznaczenie. Oznacza ono obecność w samym sercu Boga stworzenia, które On przeznacza do wypełnienia swych zamiarów miłości wobec świata. Określenie, którego używa Ewangelia, aby wskazać Tę, do której Bóg posyła swego anioła, jest rewelacyjne: dziewica poślubiona mężowi. To znaczy, że Maryja i Józef są nierozłączni w myśli i sercu Bożym.

Ojcowie Kościoła i teologowie poświęcili wiele czasu na roztrząsanie zagadnienia łaski, którą Bóg musiał obdarzyć Maryję, aby Ją przygotować do powierzonego Jej zadania. Konkluzją tych dociekań jest przekonanie, że Bóg udzielił Maryi wszystkich łask i darów, które były Jej potrzebne, aby mogła godnie przyjąć w swym łonie Syna Bożego. Miała również prawo do tego wszystkiego, co logicznie wypływa z Jej Bożego Macierzyństwa. Bóg ukształtował Jej ciało, Jej umysł i serce, aby stała się godnym mieszkaniem Jego Syna.

Jedno słowo streszcza wybranie Maryi: jest Ona Niepokalana! Ten tytuł mówi zbyt mało, gdyż posiada znaczenie tylko negatywne, oznacza brak plam, podczas gdy piękność Maryi ma swe źródło w Jej wewnętrznej pełni. Jednakże tytuł „Niepokalana", gdy się go dobrze rozważy, jest niezmiernie bogaty w treść.

Zbyt wielu, myśląc o Niepokalanym Poczęciu, zatrzymuje się na pojęciu grzechu. Odsuwając od Maryi wszystko, co mogłoby być grzechem lub źródłem grzechu, pozbawiają Ją bogactwa uczuciowego i w ten sposób ryzykują wypaczenie arcydzieła Bożego.
Niepokalane Poczęcie oznacza, że Najśw. Dziewica przyszła na świat w taki sposób jak wszystkie dzieci. Poczęta została przez swych rodziców na sposób ludzki, co sprawia, że w pełni należy do naszego rodu. Jest prawdziwie córką Ewy, ze wszystkimi zaletami i ograniczeniami, jakie się w tym słowie zamykają, lecz jest niepokalana. Znaczy to, że od pierwszej chwili swego istnienia otrzymała od Boga tyle światła, ile zdolne jest przyjąć stworzenie. Nie ma w Niej śladu cienia, żadnego ciemnego zakątka, cała jest światłem. Grzech jest cieniem, ciemnością, przeszkodą nie dozwalającą odbić w pełni światła otrzymanego z nieba.

Oto prosty obraz pozwalający nam zrozumieć, w jaki sposób Matka Najświętsza Niepokalana pozostaje jednak w pełni człowiekiem. Kropla rosy lśniąca na końcu źdźbła trawy ma tę samą naturę, co woda w sąsiednim bagnie, w którym roi się od żab. Mówi ona o tym, że jest pogodny poranek i że wschodzi słońce. Maryja jest tą perłą rosy, która błyszczy już światłem Wielkanocy. To, co widzimy nie jest to światło wody, lecz światło słońca. To co nas zachwyca, to nie piękność Maryi, lecz blask Chrystusa Zmartwychwstałego. Można posłużyć się także innym porównaniem — węgla i diamentu. Jeden i drugi mają tę samą naturę, ten sam skład chemiczny, ponieważ obydwa są węglem. Różnica polega na tym, że diament jest węglem całkowicie czystym. Woda naszego chrztu przemienia nas w krople rosy, a światłość Wielkanocy czyni diamenty z ludzkiego węgla.

Sw. Bernard mówi, że Syn Boży nie poprzestał na tym, aby wybrać sobie Matkę, lecz ukształtował Ją według swego upodobania. Dodaje przy tym: „Ten, który przyszedł zmazać wszystkie plamy, zapragnął narodzić się niepokalanym z Niepokalanej; chciał, aby była pokorna, aby narodzić się cichym i pokornego serca" (Super missus, 2, 1). Podobnie trzeba rozumować, gdy chodzi o św. Józefa. Józef został stworzony i ukształtowany takim, jakiego Jezus i Maryja pragnęli. Miał miłować Maryję i Jezusa serdecznie i być kochanym przez Nich bez zastrzeżeń. Bóg więc czuwał zazdrośnie nad ukształtowaniem ciała, serca, umysłu i duszy Józefa, aby odpowiadały doskonale oczekiwaniom Maryi i Jezusa.