Świadectwo Andrzeja i Anny Trzęsickich o cudzie poczęcia - 4 września 2008

Pierwszoczwartkowa modlitwa w intencji rodzin i obrony poczętego życia

Anna i Andrzej Trzęsiccy

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam na imię Andrzej przyjechałem z zoną Anną, aby w sanktuarium św. Józefa podziękować za wszystkie łaski, którymi nas Pan obdarzył. Przyjechaliśmy z Warszawy, gdzie mieszkamy w parafii św. Józefa. Pobraliśmy się w roku 2004 i byliśmy zgodni, że chcielibyśmy mieć większą rodzinę, chcielibyśmy potomstwo. Jednak przez 2 lata czekaliśmy i niestety nie otrzymaliśmy takiej łaski, dlatego zwróciliśmy się o pomoc medyczną.

Trwało to około pół roku. Przechodziliśmy badania, wspomaganie farmakologiczne. Jednak cały czas nie było tego pozytywnego rezultatu. Potem skierowano nas do jednostki specjalistycznej, gdzie znowu przechodziliśmy badania. Zastosowano różne metody wsparcia. Co jakiś czas pojawiał się temat in vitro i im dłużej nie było rezultatów, którymi ten ośrodek mógłby się pochwalić tym natarczywiej podsuwano nam tę metodę. W momencie, gdy nie chcieliśmy zgodzić się na takie rozwiązanie byliśmy traktowani przynajmniej jako dziwne osoby, niedzisiejsze, które zwracają się o pomoc i w momencie kiedy jest ona nam przedstawiana to my ją odrzucamy. Było to bardzo obciążające psychicznie. Ciągłe próby, nadzieje i rozczarowania.

To trwało gdzieś do wiosny roku 2007. Spotkaliśmy ks. Bogumiła z Kalisza. Zaczęliśmy rozmawiać o tej naszej sprawie, o naszym pragnieniu, problemie. Wtedy ks. Bogumił powiedział: ale nie ma czym się martwić, trzeba się zwrócić do św. Józefa. Ja będę szedł na pielgrzymkę, wezmę waszą sprawę jako intencję, trzeba tylko ufać, w sierpniu będzie wszystko jasne. Wtedy Ania do ks. Bogumiła mówi: ale jak to w sierpniu, jak można takie ultimatum dawać św. Józefowi? A ks. Bogumił nie stropiony mówi: tak trzeba konkretnie ze Świętym Józefem jak do faceta, 1 sierpnia ma być i będzie.

My może nie byliśmy do końca przekonani, ale cały czas podświadomie mieliśmy to w pamięci, ponieważ planując jakieś rzeczy na następny rok, wyjazdy cały czas powtarzał się ten temat. Nie możemy wyjechać, ponieważ akurat będzie to termin porodu albo nie będzie można jechać z małym dzieckiem tak daleko.

Pewnego dnia Ania przybiegła do mnie z testem ciążowym i mówi: co widzisz? Ja tak popatrzyłem i mówię: nie wiem co widzę. Widzisz jedną czy dwie kreski? Nie wiedziałem co powiedzieć, bo z jednej strony powiem tak widzę wszystko. Tak, test pozytywny i wtedy rozbudzę nadzieję, która po raz kolejny może okazać się płonna. A jeśli powiem nie, nic tutaj nie widzę to z drugiej strony gaszę tą iskierkę nadziei, która zabłysła. Powiedziałem prawdę, że coś widzę, ale to tylko tak majaczy. Ania zrobiła test krwi i okazało się, że jest w ciąży. Ten dzień to był właśnie 1 sierpnia.

Jeszcze wspomnę tylko, że po rozmowie z ks. Bogumiłem przerwaliśmy tą kurację w instytucie, bo byliśmy zbytnio tym zmęczeni i stwierdziliśmy, że powrócimy jesienią. Ale już nie trzeba było wracać, ponieważ ciąża przeszła bezproblemowo i poród też. Chociaż w pewnej chwili personel medyczny bardzo się zdziwił, ponieważ przy oględzinach już poporodowych okazało się, że było wielkie zagrożenie krwotokiem i wtedy zbiegli się lekarze żeby patrzeć jako na ewenement, że nie było tego krwotoku. Więc jeszcze raz byliśmy pod opieką św. Józefa i w kwietniu urodził się nasz syn Michał. Chociaż wiele osób mówiło nam, że życie przewróci nam się do góry nogami, że standard życia się pogorszy to jest to cudowne dziecko i każdy dzień jest dla nas szczególny.

Święty Józefie, dzisiaj w Twoim sanktuarium chcemy Ci podziękować za Twoje wstawiennictwo, za to, że wysłuchałeś naszych modlitw, za dar poczęcia i narodzin Michałka. Chcemy Ci również dziękować za każdy dzień z Michałem, za każdą nieprzespaną noc. Prosimy wspieraj nas w naszym rodzicielstwie i prosimy naucz nas kochać miłością Bożą, taką jaką kochała się rodzina z Nazaretu. A jeśli taka wola Boża to wyproś nam łaskę rodzeństwa dla Michałka.

Z: Sanktuarium w Kaliszu.