Świadectwo z V pielgrzymki Domowego Kościoła do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Agata Jankowiak

Ponieważ do Kalisza przyjechaliśmy całą rodziną już w piątek wieczorem (to z racji spotkania CDJ i konieczności obecności na nim mojego męża), droga do pokonania w sobotę była niedługa. A jednak nieznajomość miasta sprawiła, że kiedy wchodziłam z dziećmi do sanktuarium św. Józefa, trwały już powitania. Stanęliśmy u wejścia - pierwsze wrażenie - ile ludzi! Na pierwszy rzut oka nikogo znajomego nie widać. Ale przecież wiem że są, a w ogóle to tu są sami swoi! Dziewczyny ciągną mnie za rękaw - „Mamo nie będziemy tu tak stać, idziemy dalej”. Więc odruchowo skręcamy w prawo i idziemy do przodu boczną nawą. Potem zorientowałam się, że wybrałam doskonale - trafiliśmy przed cudowny obraz świętej Rodziny. Po drodze widzimy ks. Tomasza, moderatora DK z Łodzi, wymieniamy uśmiechy, choć zastanawiam się czy mnie poznał... Marcinek, nasz dziarski prawie czterolatek ładuje mi się na ręce - wiadomo w takim tłumie u mamy najbezpieczniej. W ułamku sekundy przelatuje mi przez głowę myśl jak ja z nim rękach wytrzymam i jeszcze z dziewczynkami, które pewnie zaraz zaczną pytać kiedy to się skończy i wzdychać, że nogi bolą. W co ja się tak pochopnie władowałam...

Wreszcie nie da się iść dalej. Stajemy i zaraz z rozstawionego krzesełka wstaje pan w jasnej kurtce. Spoglądamy na siebie - i wybuch radości pomieszanej z niedowierzaniem - to Gerard, a z tyłu siedzi Iwonka z dziećmi! Wybieramy się razem na oazę latem i umówiliśmy się w Kaliszu, aby m. in. porozmawiać o rozmaitych szczegółach. Kto by pomyślał, że znajdziemy się bez żadnego wysiłku! Wraz z moim słodkim ciężarem siadam na foteliku (wysłużone płótno prawie natychmiast rozdziera się). Widzę, że ktoś podsuwa naszej Uli niziutkie składane krzesełko. Ta dbałość o to, by nikt nie musiał stać cały czas, obojętnie czy mały czy duży, jest jednym z elementów charakterystycznych tej pielgrzymki. Tam gdzie nie ma dosyć krzeseł czy foteli (plastikowe, takie jak w ogrodzie, są na wyposażeniu sanktuarium), co jakiś czas siedzący zamieniają się ze stojącymi obok.

Już usadowieni możemy (hm, ja na pewno, nie wiem jak dzieci podekscytowane spotkaniem koleżanki) skupić się na słowach powitania. Gospodarze z diecezji kaliskiej, potem para krajowa, kilka słów od owacyjnie witanej siostry Jadwigi, pełne ciepła i radości przywitanie kustosza sanktuarium: „Czujcie się tu jak w siebie w domu” - jak miło to usłyszeć.

Głos zabiera ks. Jan Mikulski, moderator krajowy DK Od powitania przechodzi płynnie do konferencji. Mówi o nas, o ludziach identyfikujących się ze znakiem Światło-Życie. Przypomina nam, gdzie mamy szukać tego Światła, za którym chcemy iść. Przypomina nasze - tak dobrze przecież znane - zobowiązania, prosi by starać się słuchać Boga w modlitwie, w słowach współmałżonka, w systematycznie czytanym Piśmie Świętym, w Eucharystii, w naszych dzieciach (nawet rozgrymaszonych), we wszystkich wydarzeniach naszego życia. Bóg mówi do nas - my mamy „trzymać się oburącz Słowa Bożego i dać Bogu szansę, by to Słowo zaowocowało”. Kończy ks. Jan życzeniami, byśmy „uwierzyli, że jeśli zapragniemy pójść za Światłem Bożym, to jest niemożliwe żeby nas Bóg nie wyposażył w to wszystko, co jest potrzebne byśmy to wypełnili”, życzeniami radości, że możemy iść za Światłem.

Marcin zasypia kołysany łagodnym głosem ks. Jana, przesiadam się więc na wygodny plastikowy fotel i otulam go kurtką. Po konferencji rozpoczyna się godzina rozważania miłosierdzia Bożego, oparta na zapisach św. Faustyny. Starannie przygotowany montaż słów i muzyki jest jednak nieco za długi i chwilami trudno mi się na nim skupić - a co dopiero dzieciom, dobrze że Mały śpi. Dziewczynki na zmianę przysiadają na tym kawałku moich kolan, który wystaje spod Marcinka, oglądają bogato zdobione ściany kościoła, wymieniają uśmiechy z Alą Gerardów, która też w końcu zasypia znużona.

Przede mną obraz Świętej Rodziny. Faktycznie wygląda nietypowo - ot Maryja i Józef wyszli sobie z małym Jezusem na spacer. Od czerwonego tła bardziej przekonujący byłby pewnie ładny widok okolic Nazaretu... Jest czas na powierzenie św. Józefowi różnych spraw. Kończymy rozważania odmówieniem koronki do miłosierdzia Bożego - z pewną ulgą widzę, że dziewczynki włączają się w modlitwę.

Potem - z racji szczupłości zaplecza gospodarczego - dzielimy się wszyscy na dwie grupy - jedna idzie do sanktuarium Jezusa Miłosiernego, a druga ma czas na posiłek, po godzinie ma nastąpić zmiana. Wypakowuję jedzenie z samochodu i docieramy w końcu do jednej z sal - właściwie na korytarz, bo sala jest wypełniona po brzegi. Ale jest gorąca herbata i jest ciepło, do tego humory dopisują. Dzieci skaczą z radości, że mogą skakać... Kolejne radosne spotkanie - kilka małżeństw z naszej diecezji wraz z parą diecezjalną. Rozkładamy obóz na korytarzu, jemy, rozmawiamy. Tylko Szymon Gerardów niewzruszenie siada z książką i ginie dla świata. Rozgrzani na ciele i duchu wychodzimy, gdy docierają pierwsze osoby z drugiej grupy. Doceniam ciepłą herbatę, gdy stwierdzam, że wcale nie jest tak zimno na dworze jak mi się wcześniej wydawało (co nie znaczy, że jest ciepło). Kolejne rozmowy, spotkania. Zatrzymujemy się przy stoliku, przy którym sprzedawana jest płyta nagrana przez diakonię muzyczną DK ze Szczecina. Dzieci uszczęśliwione, że mogą posłuchać płyty przez słuchawki, za nimi ustawia się Gerard, potem ja. Kupuję.

Idziemy przed siebie, rezygnując ze zwiedzania kolejnego sanktuarium na rzecz spaceru i dania dzieciom czasu na poszalenie. I dobrze - dziewczynki muszą się odnaleźć po tak długim czasie niewidzenia się. Ruszamy „w miasto” i gadamy, gadamy... Wracamy do kościoła na przygotowanie do Eucharystii. Iwonka zdobywa miejsca dla całej naszej gromadki. Po usadzeniu dzieci wychodzę jeszcze na chwilę poszukać Krzysia, który już powinien dotrzeć wraz z całą CDJ. Instynkt mnie nie zawiódł - niemal natychmiast się znajdujemy. Jak to dobrze, że już całą rodziną będziemy uczestniczyć w Eucharystii. Na razie trwa ćwiczenie śpiewów. Dzieciom rozbłyskują oczy, gdy prowadzący intonują najpierw piosenkę roku BBłogosławione serca (nawet Marcin gromko włącza się w refren), a potem Oto są baranki młode i Psalm 148. Śpiewy dobrane jakby specjalnie pod kątem naszej rodziny. Są slajdy z tekstami, więc cały kościół może śpiewać.

Wreszcie wchodzi procesja wejścia. Szkoda, że nie widzimy z naszego miejsca ołtarza. Eucharystii przewodniczy ks. biskup Stanisław Napierała, ordynariusz kaliski, obok niego ks. Roman Litwińczuk, moderator generalny, ks. Jan Mikulski, moderator krajowy DK, o. Jan Rajlich, moderator krajowy z Czech, ks. Jacek Herma z Carlsbergu, ks. Piotr Kulbacki, moderator KWC i wielu innych księży moderatorów - nie umiem wymienić ich wszystkich. Widać, że ksiądz biskup naprawdę cieszy się naszym spotkaniem, szczególnie ciepło wita siostrę Jadwigę. Jest pod wrażeniem naszego śpiewu - a faktycznie jest czym się zachwycać. Po Mszy św. ks. biskup Stanisław odnawia akt oddania rodzin św. Józefowi. Śpiewamy Apel Jasnogórski. Uroczyste błogosławieństwo, serdeczne zaproszenie na następny rok i czas jechać do domu.

Jeszcze ostatnie pożegnania, uściski. „Do zobaczenia” „Jedźcie z Bogiem”, „Zadzwonimy”. Z dumą pokazuję Krzysiowi, jak ładnie udało mi się zaparkować. Ładujemy zmarznięte dzieciaki do samochodu i ruszamy w drogę. Oczywiście dzieci zaraz wołają, że są głodne, więc wyciągam przechowane zapasy.

Droga dobra, dość pusto. Opowiadamy sobie cały dzień. Błyskawicznie dojeżdżamy do Gołuchowa, dziwię się, że droga mija tak szybko. W pewnym momencie orientujemy się, że coś pada z nieba. Po paru kilometrach to coś zmienia się w regularna śnieżycę, a po bokach drogi wyrasta krajobraz zgoła bożonarodzeniowy. Ze współczuciem myślimy tych, którzy wyruszyli z Kalisza w o wiele dłuższą trasę. Gdy przejeżdżamy Wartę, z poboczy zaczyna znikać śnieg - w Poznaniu ulice są prawie suche i śnieżyca wydaje się nierealnym wspomnieniem. Do domu docieramy po północy. Dziękujemy Panu Bogu za cały dzień i szczęśliwy powrót, dzieci sprawnie kładą się do łóżek i niemal natychmiast zasypiają.

My już wiemy, że chcemy jechać do Kalisza za rok i namówić na ten wyjazd jak najwięcej par z DK z naszej parafii. A dzieci? Odpowiedzi na pytanie zadane w niedzielę przy śniadaniu nie są tak jednoznaczne. I prawdę mówiąc nie dziwię się im, raczej jestem dumna, że wytrzymały bez szczególnego marudzenia. Ostatecznie uzyskujemy odpowiedź pozytywną - może uda się w przyszłości uwzględnić w programie pielgrzymki obecność dzieci? No bo jak mają to być rodziny... Do zobaczenia za rok!


Z: Sanktuarium w Kaliszu