2/ J. Galot TJ, ŚWIĘTY JÓZEF, SPOTKANIE Z MARYJĄ

Jedno spotkanie zdecydowało o przeznaczeniu Józefa. Pewnego dnia jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Maryi.
Pozornie było to spotkanie podobne do tylu innych, kiedy to młody człowiek poznaje młodą dziewczyną, która mu się podoba i która zostanie jego żoną. Józef doznał tajemnego olśnienia, był zachwycony, oczarowany. Szczęśliwa przyszłość zdawała się, przed nim otwierać.
W rzeczywistości było to spotkanie, jakiego nigdy dotąd nie było na ziemi. Było jedyne w swej świeżości wiosennej, rozkwitającej miłością. Józefa poruszyła nieporównana piękność, piękność duszy, która była samą czystością i doskonałością bez skazy.

„Raduj się pełna laski!", powie wkrótce anioł Gabriel. Kontemplując piękność Dziewicy, rozpoznał w Niej anioł cudowne wylanie łaski Bożej. Józef nie mógł widzieć tej łaski, nie mając duchowego spojrzenia anioła; jednakże przeczuwał ją, choć niezbyt wyraźnie, i był pod jej szczególnym urokiem. Rozpoznał w Maryi duszę nieprzeciętną, o nieporównanej doskonałości.

Wielu innych młodych ludzi przechodziło obok tej młodej dziewczyny i nie zatrzymało się, nie widząc w Niej nic szczególnego. Pełna prostoty piękność fizyczna Maryi nie była aż tak żywa, aby przyciągać spojrzenia. Tajemniczy ogród wymykał się światu zmysłów. Spojrzenie chciwe piękności zewnętrznej ześlizgiwało się po tej twarzy, nie mogąc jej przeniknąć. Aby złączyć się z duszą Dziewicy, trzeba było spojrzenia głębokiego, wolnego od wrażliwości zmysłowej.

Dzięki głębokości swej duszy, Józef mógł spotkać i odkryć Maryję.
Ta głębia spojrzenia Józefa nie była właściwością naturalną tylko; był to dar nadprzyrodzony. Od dawna Duch Święty przygotowywał to spotkanie. Udzielał Józefowi nie tylko szczególnej siły, by mógł prowadzić żywyższe, nie kierując się skłonnościami i żądaniami instynktu, lecz ponadto już naprzód zharmonizował niejako jego duszę z duszą Maryi. Zapewne, Józef był daleki od posiadania doskonałości, jaką jaśniała Maryja. Mimo to wyższa łaska oczyszczała i uwznioślała jego spojrzenie, aby mógł ogarnąć tę ukryta wspaniałość. Serce zaś jego było szczególnie kształtowane przez Ducha miłości, aby mogło się zharmonizować z niepokalanym Sercem, które miało mu się ofiarować. Dzięki tej uprzednio przygotowanej harmonii spotkanie sięgnęło dna obu dusz. Później, w ciągu wieków, ci, którzy spotkają Maryję i zadziwią się Jej pięknością, uczynią to pod działaniem tego samego światła Ducha Świętego, które oświeciło i oczyściło spojrzenie Józefa. Najśw. Dziewicę może odkryć tylko dusza skierowana ku Niej w sposób nadprzyrodzony.

W tym pierwszym spotkaniu Duch Święty złożył w Maryi coś, czego Józef nie mógł od razu rozpoznać. Bez wątpienia młody człowiek odniósł wrażenie, że odkrył w Maryi coś boskiego. Odczuł, że jeszcze nigdy tak bardzo nie zbliżył się do Boga. Nie mógł jednak wiedzieć, do jakiego stopnia oblicze Boga było tym, co go pociągało poprzez rysy Maryi; nie mógł wówczas w pełni uświadomić sobie wszystkiego, czego kosztował i co nieświadomie ocenił w tym spotkaniu.

W wiele lat później, żyjąc w towarzystwie Maryi i Jezusa i stwierdzając, jak głębokie jest ich wzajemne podobieństwo, słusznie będzie przypuszczał, że ulegając urokowi Maryi, w rzeczywistości zoslał oczarowany przez samego Jezusa. Najśw. Dziewica nosiła w sobie obraz Chrystusa. Spotkawszy Ją, Józef, pierwszy z ludzi, spotkał samego Chrystusa.
Podobnie jak w swym życiu publicznym Zbawiciel pociągnie tych, których spotka, a nawet ich oczaruje, tak i teraz tajemniczo pociągał Józefa i poprzez czyste oblicze Maryi zdobywał jego duszę.
Tak więc doświadczył Józef tego, czego wielu po nim doświadczy: poddając się urokowi Maryi, uległ zabiegom Bożej miłości, jaką Ona nosiła w sobie. Przylgnął do oblicza Jezusowego, które zaczynało się rysować w obliczu Jego Matki. W Najśw. Dziewicy szukał i bezwiednie znajdował mającego przyjść Zbawiciela.

W chwili gdy ujrzał w Maryi kobietę, idealną, podjął Józef skierowane do siebie wezwanie. Piękność duchowa Maryi zachwyciła go do tego stopnia, że chciał zachować jej świętą obecność. Odtąd miał tylko jedno pragnienie: żyć w ścisłej łączności z tą jedyną na świecie duszą.

Gdyby można porównać to spotkanie ze spotkaniem pierwszego mężczyzny i pierwszej kobiety przed grzechem, który pogrążył ludzkość w ciemnościach i zaciążył na innych spotkaniach, zauważy się od razu, że nowa Ewa, w odróżnieniu od dawnej, pociągała mężczyznę ku górze. Pierwsza Ewa użyła swego wpływu na Adama, aby pociągnąć go do pójścia za skłonnością swej słabej natury; Maryja od pierwszej chwili spotkania spowoduje, że Józef wznosić się będzie ponad siebie samego.

Patrząc na Nią, Józef czuł się lepszy. Uległ promieniowaniu doskonałości, świętości tej duszy. Budziły się w nim najszlachetniejsze dążenia.
Szczególnie zaś zrozumiał, że chcąc żyć w towarzystwie Maryi, musi się utrzymać w największej czystości. Józef uważał, że ich związek, aby osiągnąć najwznioślejszy poziom, powinien się opierać na czystości dziewiczej. Można też mniemać, że spotkanie z Maryją doprowadziło Józefa do powzięcia decyzji dziewictwa. Zapewne, był on potajemnie przez łaskę nastawiony w tym kierunku; czy nie możemy jednak przypuszczać, że w konkretnej postaci Maryi dostrzegł on całą piękność życia dziewiczego, doznał w nim upodobania i smaku?

To nie była jedynie sprawa szacunku, szacunku dla pragnienia i woli Maryi. Józef miał świadomość, że prawdziwie może zjednoczyć swoje życic z życiem Maryi tylko wtedy, gdy będzie jak Ona dziewiczy. To miał być ich wspólny ideał.

Józef był pierwszym z tych, w których Maryja wzbudziła pociąg do tego ideału. W Maryi dziewictwo nic było prostą obroną samej siebie ani po prostu surowym wyrzeczeniem się skłonności zmysłowych; był to płomień największej miłości, która chciała być bardziej duchową, aby stać się tym czystszą miłością. Ryła to także miłość pełna świeżości, nie znająca niepokojów namiętności. Dostrzegłszy ten płomień w spojrzeniu Maryi, Józef zapragnął żyć nim także i zrozumiał całą tę delikatną przejrzystość, jaka powinna towarzyszyć zachowaniu tej czystości dziewiczej. Po nim wielu innych ludzi będzie mogło zaświadczyć, że wpływ Najśw. Dziewicy okazał się decydujący w ich dążeniu do tego ideału i że Ona podniosła ich duszę ku tej szlachetniejszej miłości.

W ten sposób okazało się wyraźnie, że w centrum tego spotkania znajdował się Bóg. To Bóg ich zetknął ze sobą. Maryja żyła tylko dla Boga i chciała zachować dziewictwo, aby z Nim ściślej się zjednoczyć. Nie można było wejść w zażyłość z Nią inaczej, jak tylko wchodząc w zażytość z Bogiem. Całą swą istotą wzbudzała Ona upodobanie do dziewictwa poświęconego Bogu. Józef został więc porwany przez podwójne dążenie: wznieść się ku Bogu, wkroczyć na drogę dziewictwa.
Kiedy po tym spotkaniu jego spojrzenie spoczęto znowu na rzeczach ziemskich, ukazały się jego oczom tak małe. Dusza Maryi była tak wielka!
To odkrycie rozjaśniło życie Józefa; Maryja już udzieliła mu wielkości i czystości swej miłości.