4/ J. Galot TJ, ŚWIĘTY JÓZEF - ŚWIADEK TAJEMNICY

Odkąd po raz pierwszy spotkał Maryję, Józef nie przestawał podziwiać Jej dziewiczej czystości. Jednakowoż miał wrażenie, że stanął wobec tajemnicy dziewictwa, która przerosła jego możliwości zrozumienia. Nie mógł czegoś pojąć w tej tak pięknej duszy Maryi.
Oto podczas okresu narzeczeństwa narzuciło mu się zaskakujące stwierdzenie: Maryja oczekiwała dziecka. Wobec takiego faktu każdy inny na jego miejscu skłonny byłby uważać narzeczona za niewierną. Milczenie Maryi, która wyraźnie nie chciała dać żadnego wyjaśnienia, potwierdzałoby Jej winę. Lecz Józef, którego czujność wobec tajemnicy okrywającej przeznaczenie Maryi już się rozbudziła, nie wyciągnął takiego wniosku.
Był on zbyT pewny nieskazitelności duszy swej narzeczonej, aby przypuszczać, że mogłaby go ona zawieść. Ponadto ta wyjątkowa decyzja zachowania wieczystego dziewictwa oznaczała niezwykłą Troskę Maryi o czystość całkowitą. Jakże mogłaby zmienić w tak krótkim czasie tę wolę tak stanowczą? Zresztą w spojrzeniu Maryi nic się nie zmieniło; była w nim zawsze ta sama czystość. Józef byt przekonany o jej niewinności.
Wszelako stał wobec faktu niezaprzeczalnego. Jakiż to mógł być wypadek, który doprowadził Maryję, do tego stanu, bez żadnej winy z Jej strony? Czyżby to była może interwencja rodziców, którzy chcieli innego narzeczonego dla swej córki? Nic nie zdawało się wskazywać na to. Józef powracał sto razy dziennie do tego problemu i nie znajdował rozwiązania. W milczeniu Maryi domyślał się nowej tajemnicy.
Odgadywał, że Maryją powodowała jakaś racja wyższa, która skłaniała Ją do milczenia. Bez tej racji czyż nie powinna dać wyjaśnienia swemu narzeczonemu i czyżby tego nie uczyniła, Ona, która jest tak prawa? Oczywiście, Józef nie mógł odgadnąć, że chodziło o tajemnicę powierzoną Maryi przez posłańca Bożego, tajemnicę, której, jak sadziła, nie ma prawa odsłaniać.

Była to więc tajemnica, która dotyczyła go bezpośrednio, której jednak nie może poznać. Ta przykra dla Józefa sytuacja wskazuje dobrze na różnicę pomiędzy nim a Maryją w rozwoju planu zbawienia, lecz dokładniej, w objawieniu i realizacji tajemnicy zbawczego Wcielenia.
Józef nie był powiadomiony o tej tajemnicy w tym samym czasie co Maryja, ponieważ Bóg nie umieścił go, jak to uczynił z Maryją, w sercu tajemnicy, i nie żądał od niego współdziałania ani bezpośredniego, ani decydującego. Maryja została uprzednio powiadomiona o tym, że Bóg chce przez Nią dać światu Zbawiciela. W istocie musiała Ona wyrazić swe przyzwolenie na tę Bożą wolę, aby tajemnica mogła się wypełnić. W chwili zwiastowania, gdy zgodziła się zostać Matka Jezusa, Maryja godziła się i współdziałała bezpośrednio w wydarzeniu Wcielenia. Jej „tak" było tu warunkiem nieodzownym.

Przeciwnie, Józef otrzyma wiadomość już po wydarzeniu. Kiedy wypadnie mu zgodzić się zostać ojcem Dziecka cudownie poczętego, jego przyzwolenie nie będzie miało wpływu na dokonanie się samej tajemnicy. Będzie ono dotyczyło jedynie towarzyszących jej okoliczności.
Podczas gdy Maryja była już całkowicie zaangażowana w tajemnicę Wcielenia, Józef nie mógł tej tajemnicy przeniknąć; pozostawał w ciemności, na progu tajemnicy. Jego rola to być świadkiem.
W tej roli był zresztą niezastąpiony. Tylko on sam zdawał sobie sprawę z tajemnicy, która otaczała Dziecko noszone przez jego narzeczoną, podczas gdy inni uważali go całkiem naturalnie za ojca tego Dziecka. On sam znał czystość dziewiczą Maryi i pomimo zewnętrznych pozorów był pewien w głębi duszy, że nie chciała nic uronić z tej czystości.

Ta pewność przejawiła się w decyzji, którą zamierzał podjąć. „Ponieważ był człowiekiem prawym, mówi nam św. Mateusz, i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie" (Mt l, 19). Był sprawiedliwy, nie przypisywał więc sobie prawa występowania jako ojciec dziecka, które nie było jego dzieckiem. Tym bardziej lękał się postępować w ten sposób, że poza uporczywym milczeniem Maryi domyślał się jakiejś tajemnicy. Skoro jednak narzeczona sądziła, że podoba się Bogu zachowując sekret, on również powinien podobać się Bogu szanując ten sekret i trzymając się odtąd z dala od matki i dziecka. Z drugiej strony nie chciałby rzucić nawet cienia niesławy na swą narzeczoną. Przekonany o jej niewinności, pragnął obronić Jej dobrą sławę. Skoro uznał, że należy z Nią zerwać, powinien to uczynić w sposób możliwie najdyskretniejszy.
Decyzja potajemnego oddalenia Maryi świadczy zatem o jego szacunku dla tajemnicy. Jest świadectwem na jej korzyść.

Józef, świadek tajemnicy, musiał cierpieć. Od chwili stwierdzenia, że Maryja zostanie matka, aż do momentu zjawienia się anioła, doświadczał wzrastającego wciąż cierpienia. O ile zawarcie zaręczyn było źródłem szczęścia, o tyle cień, który przysłonił ich związek, ciężki był do zniesienia. Józef czuł, że tajemnicze Dziecię zerwało to cudowne, wzajemne porozumienie między nimi. Uczyniło mu Maryję obcą. Zdawało się kłaść między nimi barierę nie do przebycia.

Można odgadnąć, jak głębokim bólem przejmowała go myśl o separacji. Najpierw przypuszczał, że milczenie Maryi było tylko chwilowe; czekał na słowo wyjaśnienia. To słowo mogło wszystko wytłumaczyć. Później, widząc Ją nadal milczącą, Józef nabrał przekonania, iż nie może Ona nic powiedzieć i że nic nie powie. Spostrzegł, że Ona także cierpiała z powodu takiego stanu rzeczy. Było to cierpienie przeżywane przez dwie istoty, lecz w podwójnym odosobnieniu, i ból jednej powiększał ból drugiej.

Takie właśnie doświadczenie było specjalnie zamierzone przez Opatrzność. Tak łatwo mógłby Pan oszczędzić bólu św. Józefowi; gdyby posłał do niego anioła o kilka tygodni czy kilka miesięcy wcześniej, Józef natychmiast znalazłby spokój. Dowiedziałby się o cudownym poczęciu Dziecka i uniknąłby ukrytego dramatu, jakim była perspektywa rozłączenia się z Maryją. Bóg przedłużał aż do końca doświadczenie, opóźniając do ostatniej chwili, do dnia poprzedzającego nieodwołalną decyzję, posłanie anioła.

W planie Bożym świadectwu musi towarzyszyć ofiara. Najwyższe świadectwo jest nawet męczeństwem. Uczniowie, zanim stali się świadkami zmartwychwstania Chrystusa, ażeby być nimi w pełni, będą musieli przejść poprzez doświadczenie męki Pańskiej, przeżyć chwile trwogi i cierpieć dotkliwie z powodu rozłączenia się z Mistrzem. Aby być świadkiem dziewiczego poczęcia Chrystusa, Józef musiał przejść analogiczne doświadczenie. Jego próba, podobnie jak późniejsza próba uczniów Pana, polegała przede wszystkim na cierpieniu moralnym: był zdezorientowany, ponieważ silne oparcie, jakie dotychczas znajdował w miłości i na które można było liczyć, nagle zdawało się usuwać. Józef, nie wiedząc co o tym myśleć, sadził, że traci Maryję, tak jak uczniowie będą myśleli, że utracili Mistrza.
To właśnie wewnętrzne udręczenie, tak żywo odczuwane, nadaje świadectwu Józefa pełną wartość. Józef poświadcza całą głębia swej istoty tajemnicę dziewiczego macierzyństwa Maryi, ponieważ cierpiał dla tej tajemnicy.
Jego radość z przyjęcia posłannictwa anioła, z odsłonięcia wielkiej tajemnicy, była tym większa. Radość ukoronuje ofiarę i rozjaśni definitywnie tajemnicę, której Józef był uprzywilejowanym świadkiem.