5/ J. Galot TJ, ŚWIĘTY JÓZEF - ZAPOWIEDŹ UDZIELONA JÓZEFOWI

Posłanie skierowane do Józefa jest trzecim z kolei w Nowym Testamencie. Ono jedno wystarczyłoby jednak, by ukazać doniosłość zadania powierzonego Józefowi w dziele Boskiego zbawienia. Zapewne zwróciliśmy na to uwagę, że nie ma ono tego samego decydującego charakteru, co zwiastowanie skierowane do Maryi, ponieważ nastąpiło po głównym wydarzeniu, to jest po Wcieleniu. Niemniej świadczy o godności, jaką Bóg chce przyznać Józefowi, ponieważ posyła do niego umyślnego posłańca, aby mu oznajmił wielką nowinę. Dając Maryi natchnienie, by milczała o treści zwiastowania, Bóg sobie zarezerwował zakomunikowanie Jej narzeczonemu zlecenia, które musiało go żywo zainteresować.

To zlecenie zaczynało się zresztą od wskazania linii postępowania, którą Józef miał przyjąć: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło" (Mt l, 20).
To ostrzeżenie nadeszło w chwili, gdy Józef przygotowywał się do wykonania decyzji opuszczenia potajemnie Maryi. Zezwoliwszy na ukształtowanie się, tego planu w umyśle Józefa, Bóg powstrzymuje go nagle od wykonania zamiaru i nawet narzuca rozwiązanie całkiem przeciwne. Zamierza pokierować życiem Józefa według swych własnych zapatrywań boskich, które obalają przewidywania ludzkie. Jest to nowy znak, że los Józefa znajduje się, całkowicie w rakach Boga, kierowany według planu, którego rozwinięcie rozum ludzki może tylko przyjąć, nie mając na niego wpływu ani go nie pojmując.

Charakterystyczne są pierwsze słowa wysłańca: „Nie lękaj się...". Były one również skierowane do Maryi, pośród niepokoju, który Ją ogarnął, gdy usłyszała pozdrowienie anioła Gabriela. Świadczyły te słowa o intencji Boga przemawiającego jako przyjaciel, a niejako sędzia. Przynosiły najwyższe uspokojenie, które pragnie rozproszyć wszelki niepokój i zamęt.
Duszę Józefa opanował dużo głębszy niepokój niż duszę Maryi, nie z powodu zjawienia się anioła, lecz jako dalszy ciąg przeżywanego dramatu, gdyż nie zna pochodzenia Dziecka noszonego przez Najśw. Dziewicą. Otóż anioł nie tylko usunął to wzburzenie, odsłaniając Józefowi cudowne działanie Ducha Świętego, lecz natychmiast zażądał od niego, aby odważnie uznał się za ojca tego Dziecka, którego pochodzenie jest Boże. On, który uważał, że nie może rościć sobie prawa ojcostwa względem Dziecka o nieznanym pochodzeniu i który dlatego właśnie chciał opuścić Maryję, on właśnie jest powołany, by potwierdził swoją godność ojcowską względem Dziecka, podczas gdy normalnie jedynie sam Bóg mógłby wziąć na siebie tę rolę. Anioł zachęca więc Józefa, by zajął miejsce samego Boga. Słowa: „Nie lękaj się" w tej perspektywie nabierają całej wyrazistości — domagają się od Józefa odwagi do zaangażowania się w ojcostwo, które było wyłącznym udziałem Boga.
Ta odwaga ukazała się w jeszcze żywszym świetle, kiedy anioł zaczął odsłaniać misję Dziecięcia: Maryja „porodzi syna, któremu, nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów" (Mt l, 21). Według zwyczajów żydowskich, nadanie dziecku imienia należało do ojca. W tym wypadku imię dobrze wyrazi przeznaczenie tajemniczego Dziecka: będzie to Mesjasz, Zbawiciel ludu. Przed nadaniem Dziecięciu imienia Jezus Józef zrozumiał, że przypadło mu w udziale zadanie pewnego rodzaju poświęcenia Go do misji Zbawiciela.

Dzięki temu Józef przestawał być tylko świadkiem tajemnicy zbawienia. Został wezwany do współudziału w tym misterium jako ojciec Zbawiciela. Jego życie nabrało nowego, prawdziwie wielkiego wymiaru.
To współdziałanie Józefa anioł powiązał w swym początkowym pozdrowieniu z jego pochodzeniem Dawidowym; "Józefie, synu Dawida" - powiedział mu, zbliżając sią do niego. Właśnie przez ojcostwo Józefa Jezus będzie należał do linii Dawida. Dzięki Józefowi będzie mógł otrzymać później imię. „Syna Dawida" (Mt 9, 27; 12, 23; 15, 22; 20, 30 n; 21, 9. 15; Mk 10, 47 n; Łk 18, 38 n). Czyż Jezus nie pomyśli o Józefie, gdy ten tytuł zabrzmi w Jego uszach? To proste wezwanie stanowiło ścisła więź, która łączyła przeznaczenie mesjańskie Zbawiciela z rzemieślnikiem z rodu Dawida.
Zwracając się do Józefa, anioł nie wzywał go specjalnie do radości. Wobec Zachariasza uczynił aluzję do szczęścia, które go spotka przez dziecko dane mu od Boga: „Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się, będzie" (Łk l, 14). W zwiastowaniu skierowanym do Maryi pierwsze słowa składały się z zachęty do radości: „Raduj się, pełna łaski!" (Łk l, 28). Chociaż anioł nie wyraził tutaj podobnego wezwania, jego posłannictwo wystarczyło samo przez się, aby wzbudzić radość i entuzjazm w duszy Józefa.

Józef nie tylko został uwolniony od dręczącego popłochu, w jakim się znalazł przed zjawieniem się anioła, lecz ponadto zajaśniała przed nim cudowna przyszłość. Rozumie teraz, dokąd prowadzi jego związek z Maryją.
Prawdę mówiąc, jeśli Józef ucieszył się przyjmując to orędzie, stało się to nie ze względu na niego samego, że przemieniało się jego osobiste życie, lecz ze względu na przemianę i zbawienie świata. Odtąd już Mesjasz nie był osobistością odległą, która miała nadejść w przyszłej, nieokreślonej epoce; On był tuż w pobliżu, już obecny; Józef cieszył się z tego za ludzi, za naród, który wkrótce będzie uwolniony od swoich grzechów. W sercu Józefa zakwitła radość mesjańska, ta sama, która już napełniła Maryję i Elżbietę. Była to radość całego świata w nim ukrytego; Józef poddał się jej w imieniu tych wszystkich, którzy nie znali dobrej nowiny.

Józef doznawał radości i z tego powodu, że widział utwierdzenie swego związku z Maryją. Przedtem myślał, że Dziecię oddzieli go od Matki, wzbroni dostępu do narzeczonej, którą kochał. Po zapowiedzi anioła przekonał się, że całkiem przeciwnie — to Dziecię stanowi silniejszą więź między Maryją a nim, definitywnie utrwalając ich związek. Wydawało się, że ich rozłącza, tymczasem Ono ich zbliżyło. To właśnie ten "Jezus", ten Zbawiciel, tak mały jeszcze, lecz przeznaczony do wielkości, przywrócił zażyłość Józefa z Najśw. Dziewicą.

O, jakże ta próba scementowała ich poufną bliskość! Wspólne ich cierpienie zakończyło się dla obojga głęboką radością, że się odnaleźli.
Po zapowiedzi Józef patrzył na Maryję z większym niż przedtem szacunkiem i podziwem. Wydawała mu się teraz bardziej święta, ponieważ widział w Niej, poza Jej czystością dziewiczą, jedyną kobietę, która zawdzięczała swe macierzyństwo Duchowi Świętemu. Zrozumiał dużo lepiej, że powzięte przez Maryję postanowienie dziewictwa było natchnione z góry; Bóg chciał Ją zachować dla siebie, aby Ją uczynić Matką Swego Syna.

Józef dostrzegł również cudowna dobroć Bożą w tym, że Maryja po wzięciu Jej w posiadanie przez Ducha Świętego, który złożył w Niej owoc świętości, była mu jednakże dana za Oblubienicę.
Podczas pierwszego spotkania uważał, że miłość Boża postawiła Maryję na jego drodze, teraz otrzymał Ją na nowo od tej miłości, jako najcenniejszy i najwspanialszy dar.
Poprzednia udręka stopniała jak śnieg w słońcu, pozostała jedynie ogromna radość z odzyskania upiększonej i ubogaconej wzniosłym macierzyństwem, dziewiczej narzeczonej.