8/ J. Galot TJ - ŚWIĘTY JÓZEF - NARODZINY ZBAWICIELA

Gdy Józef dowiedział się, że spis ludności zobowiązuje go do bezzwłocznego udania się do Betlejem, znalazł się w wielkim kłopocie. Maryja musiała mu towarzyszyć; ponieważ oczekiwała w najbliższych dniach narodzin Dziecka, trzeba było zastanowić się, czy będzie zdolna podjąć podróż trwającą kilka dni. Co więcej, Józef lękał się, by rozwiązanie nie nastąpiło podczas tej podróży. Był zmartwiony, że musi opuścić dom w Nazarecie, gdzie poczynione już były odpowiednie przygotowania. A tak chciałby oszczędzić swej Oblubienicy tego trudu i tej przykrości!

Nie mógł jednak uchylić się od ciążącego na nim obowiązku. Zmysłem nadprzyrodzonym, który charakteryzował jego sposób widzenia, rozpoznał w tym edykcie o spisie ludności wyraz woli Bożej. Co prawda, ta Boża wola zbijała z tropu, zdawała się wniwecz obracać wszystkie ludzkie przewidywania. Jednakże czy nie był to znak, że Bóg wziął w ręce w sposób jeszcze bardziej bezpośredni los tajemniczego Dziecka i sam pragnął wyznaczyć okoliczności Jego narodzin? Józef więc udał się w to nieznane, ale nie wiedział, że jedzie ku temu, czego Bóg zapragnął i co postanowił w swej niepojętej mądrości.

Z ufnością więc ruszył w drogę. Można odgadnąć, jak uprzedzającą troskliwością otaczał Maryję. Dokładał wszelkich starań, aby złagodzić niedogodności podróży. Lecz wielka liczba ludzi, którzy udawali się w drogę z okazji spisu, powodowała przepełnienie w miejscach postoju. Ponieważ Józef był człowiekiem ubogim, niełatwo mu było znaleźć miejsce na spoczynek, jaki chciałby ofiarować swej Małżonce. Właśnie to przepełnienie zmusiło Józefa po przybyciu do Betlejem do wyszukania miejsca w grocie, służącej za schronienie dla zwierząt.

Opowiadając, że „nic było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2, 7), Ewangelia odsłania nam nadzieją Józefa, że wreszcie u kresu podróży znajdzie w gospodzie jakiś kąt, który mógłby zapewnić Maryi wygodny odpoczynek. Ten urywek Ewangelii pozwala nam także odczuć jego zawód. Bez wątpienia, gdyby był bogaty, byłoby mu się to udało, zapewne zostałby przyjęty. Ewangelista mówi nam, iż właśnie „dla nich" nie było miejsca. Można domyśleć się, jakiego upokorzenia doświadczył Józef, widząc się odepchniętym, i z jakim bólem szedł poza miasto na poszukiwanie przypadkowego schronienia w stajni.

Tymczasem, bezwiednie, te bezskuteczne starania Józefa już zarysowywały dramat odkupienia. Jego upokorzenie, że nie mógł znaleźć miejsca w „swym mieście", mieście Dawida, było wstępem do upokorzenia o wiele większej wagi, jakiego doznał Zbawiciel: „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli" (J l, 11). Chrystus miał być odepchnięty przez tych, którzy byli z Jego rodu, którzy powinni byli Go przyjąć. Potrzeba było, według planu Bożego, aby te niepowodzenia i odrzucenie zaznaczyły się już teraz w okolicznościach Jego narodzin.

Skoro Józef dopomagając wypadkom, które nadawały tym narodzinom szczególny charakter, sprawił poniekąd, że Jezus narodził się w Betlejem, ponieważ jego pochodzenie Dawidowe było przyczyną podróży do tej miejscowości, miał on także współdziałać, aby te narodziny stały się prefigurą ofiary odkupującej. To właśnie Jezus przez niego zabiegał, by Go przyjęto, ubogiego, w Jego narodzie, w Jego mieście, i jemu właśnie to się nie udało. Józef był tylko wysłannikiem Dziecięcia. Wielkością Józefa w Betlejem było rozpoczęcie w imieniu Jezusa zbawczej drogi upokorzenia.

Ponadto owe przykre okoliczności były jakby ceną ojcostwa, które zgodził się wziąć na siebie w stosunku do Dziecka. Później św. Paweł podkreśli cierpienia, które mu wysłużyły ojcostwo duchowe względem Galatów: „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje" (Ga 4, 19). Ojcostwo Józefa domagało się jego cierpień moralnych, tym więcej, że rodzenie mesjańskie bytu zapowiedziane przez proroków jako rodzenie w bólu. Józef miał w nim swój udział.

Do niego również stosowała się najpierw ta lekcja, której Chrystus udzieli uczniom wobec bolesnej perspektywy Odkupienia: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat" (J 16, 21). Rozumie się, że skoro droga uczniów Jezusowych musiała prowadzić przez ból, to Józef jeszcze większym cierpieniem musiał zapłacić za godność ojca Jezusa.

Z tego cierpienia miała się zrodzić tym większa radość. Kiedy Józef zobaczył Dziecię oraz szczęście Maryi, która tuliła je po raz pierwszy w ramionach, rozwiały się wszystkie przykre wspomnienia. W jego sercu, jak i w sercu jego Oblubienicy, panowała tylko radość płynąca z kontemplacji tej cudownej Istotki. Promienny uśmiech Matki jemu się także udział.
Była to nie tylko radość z przyjścia na świar dziecka, wewnętrzne szczęście, jakim promieniuje obecność nowo narodzonego. Była to radość na widok Mesjasza, Zbawiciela ludzkości. Wkrótce ten Zbawiciel będzie pokazany staremu Symeonowi, który spędził całe życie oczekując na Boga, i który biorąc Go w ramiona uzna, że życie jego może się już skończyć, gdyż osiągnęło pełnię i wygasły już wszelkie pragnienia. Przed Symeonem Józef uzyskał przywilej kontemplowania Dziecięcia, którego oczekiwał cały naród żydowski, ku któremu kierował wszystkie swe nadzieje.

Wpatrzony w Jezusa tym samym zachwyconym spojrzeniem co i Maryja, Józef reprezentował tych wszystkich, którzy pokładali nadzieję w Zbawicielu, i radował się Nim w ich imieniu, jak to już czynił dowiedziawszy się od anioła o cudownym poczęciu. Mesjasz był tu, na świecie, który tak bardzo potrzebował zbawienia i który otrzymał już tę pewność.

Przybycie pasterzy nasiliło jeszcze tę radość. Weszli oni do groty, której mieli szukać, i „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie" (Łk 2, 16}. Według opowiadania Ewangelii, znaleźli oni najpierw Maryję i Józefa, zanim odkryli Dziecię, jak gdyby trzeba było przejść przez nich, aby połączyć się ze Zbawicielem. Odtąd Józef i Maryja będą nierozłączni. Wielkie było ich zdziwienie, gdy pasterze poczęli opowiadać o tym, co anioł im mówił o tym Dziecięciu. Józef i Maryja wiedzieli już, że Jezus jest Mesjaszem. Lecz ich zachwyt i podziw dla Maleńkiego wzrósł jeszcze, gdy usłyszeli to samo z ust pasterzy. Byli szczęśliwi widząc, że ich radość podzielają inni, ludzie prości, do których Pan szczególniej skierował swoje objawienie.

Wizyta pasterzy ostatecznie wyjaśniła Józefowi sens podróży do Betlejem i niemożliwość znalezienia innego miejsca niż schronienie dla zwierząt. Jezus musiał się narodzić w królewskim mieście Dawida, lecz miał posiadać jako znak rozpoznawczy żłób, w którym Go położono. To był właśnie ten znak, który pasterzom wskazał anioł.

Boski plan, tak zaskakujący na pierwsze wejrzenie, zakończyło mistrzowskie objawienie się mądrości Boga, a przykrości i cierpienie Józefa, które ten plan za sobą pociągnął, odsłoniły teraz w jego oczach swe prawdziwe znaczenie. Wszystko musiało się tak ułożyć, aby Mesjasz był ubogim między ubogimi. Żłóbek pozostawał znakiem tego ubóstwa. Radość z narodzenia Zbawiciela była przeznaczona najpierw dla ubogich. Oto dlaczego szczęście Józefa przekraczało wszelką miarę. Trzeba wyzbyć się wszystkiego bez reszty, by posiąść Chrystusa, a właśnie Józef dopiero co to uczynił. Ogołocenie stawało się najwyższym bogactwem.