15/ J. Galot TJ - ŚWIĘTY JÓZEF - PIERWSZY UCZEŃ MISTRZA

Kiedy Jezus został znaleziony w świątyni pośród doktorów, był tym, który słucha, lecz także tym, który pyta. Słuchał jak uczeń, lecz gdy stawiał pytania czy też odpowiadał, objawiał się w Nim Nauczyciel. Wyższość Jego inteligencji uderzała słuchaczy.

Postawa Jezusa wobec Józefa była z pewnością całkiem inna niż ta, jaką okazjonalnie przybrał wobec doktorów prawa żydowskiego. Miała ona jednak podwójny aspekt: Dziecko słuchało Józefa, pozwalało się pouczać i kształtować przez niego, a z drugiej strony Jezus umiał stawiać pytania, które zawierały całą naukę, czy też dawał odpowiedzi odsłaniające nowe perspektywy. Od najwcześniejszego wieku dziecięcego zapowiadał się jako Nauczyciel.
Józef zatem, jakkolwiek był uprzywilejowanym wychowawcą Jezusa, został Jego pierwszym uczniem.
We wszelkim wychowaniu, podkreślmy to, zachodzi analogiczna wymiana. Każde dziecko, choć istotnie kształci się przez kontakt z rodzicami, samo również czegoś ich uczy. Skłania ich do spojrzenia na świat nowym okiem; sprawia, że odkrywają pewne interesujące rzeczywistości; uważane za zbyt banalne, aby mogły być brane pod uwagę. Przez swoje „dlaczego" dziecko domaga się od rodziców, by zagłębiali się refleksją we wszystko, co ich otacza.

W wypadku Jezusa nic było to po prostu nowe spojrzenie i świeża inteligencja dziecka, które ukazuje rodzicom aspekty świata. W Jego stówach czy w najzwyklejszych postawach przejawiało się nadprzyrodzone widzenie wszystkich spraw. Posłannictwo, jakie przyniósł ludzkości przejawiało się w jego sposobie działania. Sztukę streszczania w jednym słowie całej doktryny, która Mistrz wykaże później w życiu publicznym, posiadał od początku. Już z Jego dziecięcych słów, które zresztą były rzeczywiście słowami dziecka, prostymi i naiwnymi, przebijało ukryte, lecz głębokie pouczenie.

Im bardziej dorastał Jezus, tym więcej rozwijała się ta mądrość nadprzyrodzona, występując w sugestywnych rozmowach o wielkiej sile przekonywania. Ewangelia zachowała nam świadectwo wrażenia, jakie wywarł na Maryi rozwój Dziecka. Za najbardziej zdumiewającą uważała rosnącą Jego mądrość, ponieważ opowiadając o wzrastaniu Jezusa, wymieniają na pierwszym miejscu: "Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" (Łk 2, 52).
Józef musiał być nie mniej zdziwiony tą wzrastającą mądrością. Cicho poddał się szkole Dziecka, a potem Młodzieńca. Jeśli swoim autorytetem ojca i wychowawcy wywierał wpływ na Jezusa, to z kolei i sam ulegał wewnętrznemu Jego wpływowi.
Nie znaczy to, że Jezus w Nazarecie rozpoczynał nauczanie, któremu się potem oddal całkowicie w życiu publicznym. Nawet kiedy osiągnął wiek dojrzały, nigdy nie stał się kaznodzieją swych rodziców, ani też nie wyłożył im nauki, którą zamierzał objawić światu. Przypadkiem tylko, przy sposobności różnych wydarzeń życia rodzinnego czy życia miasteczka, wyrażał tę czy inną myśl o bardzo szerokim horyzoncie.

Sama obecność Jezusa, przykład Jego życia, stanowiły naukę. Jezus był nauczycielem bardziej przez to, kim był, niż przez to, co mówił. W życiu publicznym powie do tych, którzy pragnęli zostać Jego uczniami: „Chodźcie a zobaczycie" (J l, 39). Wezwał ich do spróbowania swej przyjaźni. Kiedy wezwie apostołów uczyni to właśnie przede wszystkim po to, aby „byli z Nim" (Mk 3, 14), gdyż powinni najpierw żyć w Jego towarzystwie, aby na wskroś przeniknęło ich promieniowanie Jego osoby.

Z Józefem było tak samo, W odróżnieniu od apostołów, Józef nie słyszał nauki Zbawiciela, lecz tak jak oni, miał się uczyć podczas wszystkich chwil, spędzonych w bliskości Jezusa, istoty Jego posłannictwa.
Choć dziwne to może się wydawać, Józefowi wcale nie było trudno pogodzić swego autorytetu głowy rodziny i uległością ucznia. Jeśli bowiem wydawał polecenia, dotyczyły one spraw zewnętrznych, podczas gdy w zakresie spraw wewnętrznych i duchowych ulegał wpływowi Jezusa.
Mając duszę otwartą, bez żadnych tajonych przemilczeń, Józef był idealnym uczniem Jezusa. Zanim Jezus nabrał doświadczenia, do którego aluzją była przypowieść o siewcy siejącym na ziemi niewdzięcznej czy skalistej, nie dającej przebić się nasieniu czy pozwalającej jedynie na wzrost karłowaty, znalazł w Maryi i Józefie ziemię niezmiernie urodzajną i gotową wydać plon stokrotny. Józef nie stracił nic z mądrości, którą emanował jego Mistrz, na razie jeszcze ukryty.

Od Jezusa przyjął nowe spojrzenie na świat. W rzeczywistości należał on do świata, który wkrótce miał przeminąć; kształtowała go mentalność Starego Testamentu. Na nowy sposób myślenia Jezusa nie reagował ciasnym konserwatyzmem, jak to później czynili faryzeusze wobec kazań Mistrza. Z tajonym entuzjazmem przyjmował rozszerzenie myśli Nowego Testamentu.
Niewątpliwie pomiędzy tymi dwiema mentalnościami istniały przeciwieństwa, które Jezus sprecyzował pewnego dnia, oświadczając: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom... A ja wam powiadam..." (Mt 5, 21-22).

Lecz to, co zaproponuje Mistrz, będzie tylko wykończeniem, doprowadzeniem do dojrzałości wszystkiego, co było najlepsze w tradycji żydowskiej. Również słuchając rozważań Jezusa. Józef chamie je przyswajał, ponieważ czuł, do jakiego stopnia odpowiadały one najgłębszym jego aspiracjom religijnym.
To poszerzenie zaznaczyło się głównie w zakresie miłości bliźniego. Każda postawa Jezusa względem tych, którzy Go otaczali, których spotkał czy o których Mu mówiono, była nasycona głęboką życzliwością. W Jego sposobie mówienia i działania czuło się, iż Jego miłość odrzuca wszelkie granice. Nie zgadzał się ani nie podzielał żadnej nienawiści; okazywał sympatię wszystkim, nawet obcym; do Jego serca nic miały dostępu żadne urazy; przebaczał natychmiast krzywdy, które wycierpiał; stał ponad nienawiściami i rywalizacjami narodowymi i umiał patrzeć f. dobrocią na żołnierzy wojska okupanta.

Józef, który słyszał słowa starego prawa: „Oko za oko, ząb za ząb", jak również bardzo ograniczony nakaz miłości: „Będziesz miłował twego bliźniego, a będziesz nienawidził twego wroga" (Mt 5, 38. 43; Wj 21, 24; Pwt 19, 21; Kpł 24, 20; 19, 18), musiał doznać prawdziwego wyzwolenia, kiedy pojął, jaki ogrom miłości mieszka w sercu Zbawiciela. Pragnął gorąco przyswoić sobie ten sam uniwersalizm, ponieważ on także nie chciał wykluczać nikogo ze swej życzliwości i pragnął utrzymywać ze wszystkimi przyjazne stosunki. Z jakimż uczuciem szczęścia przewidywał tę większą miłość, która odtąd miała złączyć ludzi, według woli Jezusa!

Tak więc w obronie życia codziennego, bogactwo nauki i miłości, które zawierało serce Mistrza, przechodziło nieznacznie w serce Jego pierwszego ucznia. Józef, otwarty całkowicie na ten wpływ, przekształcał się coraz więcej i napełniał swą duszę najbardziej autentyczną doskonałością chrześcijańską.