18/ J. Galot TJ - ŚWIĘTY JÓZEF - MĄŻ SPRAWIEDLIWY

„Sprawiedliwość" jest to przymiot wyraźnie przyznany Józefowi w Ewangelii. Musiała ona więc być charakterystyczną cechą jego osobowości. Mówiąc o postanowieniu, jakie Józef zamierzał podjąć, kiedy stwierdził, że Maryja spodziewa się Dziecka, św. Mateusz zauważa: "Józef był człowiekiem sprawiedliwym" (Mt l, 19). Ten przymiot sprawiedliwości wyjaśniał jego decyzję.
Przymiotnikiem tym określano w Starym Testamencie tych, którzy podobali się Bogu, wypełniając Jego wolę. Wskazywał on na świętość osobistą, rozważaną od strony postępowania moralnego. Sprawiedliwi byli ci, którzy czynili dobro: przeciwstawiano ich grzesznikom.
Zazwyczaj właśnie wierne przestrzeganie prawa określano mianem sprawiedliwości. I tak czytamy na początku Ewangelii św. Łukasza pochwałę Zachariasza i Elżbiety: „Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich" (Łk l, 6).
Tym bardziej godny uwagi jest fakt, że przedstawiając Józefa jako „sprawiedliwego", św. Mateusz odnosi to do okoliczności, w której nie chodziło o wypełnienie prawa. Prawo upoważniałoby Józefa lub nawet zmuszałoby go do publicznego oskarżenia narzeczonej. Lecz będąc sprawiedliwym, Józef uważał, że nie może publicznie oskarżać Maryi, gdyż uważał Ją za niewinną, pomimo że pozory przemawiały przeciw Niej. Z drugiej strony nie przyznawał sobie prawa do tego, by móc wziąć Ją do swego domu jako swoją żonę, ponieważ miała Ona mieć Dziecko, które nie było jego dzieckiem. „Sprawiedliwość" Józefa polegała więc nie na prostym wykonaniu przepisów prawnych, lecz na głębokim poszanowaniu praw i dobrej sławy drugiego człowieka. Była to uczciwość, która w wysokim stopniu przerastała zewnętrzne raczej wymagania prawa.

Można by innymi słowy określić tę zaletę sprawiedliwości stwierdzając, że Józef był człowiekiem, który postępował według swego sumienia. W ten sposób przeciwstawiał się on wielu faryzeuszom, którzy utrzymywali, że są także sprawiedliwi, a nawet pierwsi wśród sprawiedliwych, ponieważ zachowują wszystkie, najmniejsze nawet przepisy wymagane przez prawo, pozwalając sobie przy tym bez skrupułów na ciężkie uchybienia przeciwko sprawiedliwości i miłości. Ich sprawiedliwość prawna była blichtrem, który osłaniał przewrotne sumienia. Znamy słowa, jakimi groził Chrystus tym hipokrytom.

„Bo powiadam wam, oświadczył On swym uczniom, jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 5, 20). Jezus chciał wyższej sprawiedliwości, polegającej nie na ilości zachowywanych przepisów, lecz na zgodności z duchem prawa, duchem, którego sednem jest istotna miłość Boga i bliźniego. Taka była sprawiedliwość praktykowana przez Józefa. W jego oczach prawo nigdy nie powodowało ograniczania miłości i zamknięcia jej w pewnych zewnętrznych manifestacjach. Było ono wezwaniem do oddania Bogu głębi swej duszy i do poznania godności osoby bliźniego, jego praw do szacunku i miłości.

Dla Józefa zatem być sprawiedliwym znaczyło mieć jak największą delikatność sumienia. Delikatność, jaką okazał podczas decyzji oddalenia potajemnie Maryi, nie była czymś wyjątkowym w jego życiu. Rozumiał on, iż powinien być doskonałym, tak jak Ojciec Niebieski jest doskonały. Nie chciał stawiać żadnych granic praktykowaniu dobra; pragnął przyjąć całą świętość, jaką Bóg chciał napełnić jego duszę, wyciskając w niej swoje podobieństwo.
Stosując do Józefa określenie sprawiedliwy, powinniśmy przeto wystrzegać się fałszywego wrażenia, jakie mogłoby ono wywołać, mianowicie myśli o takim postępowaniu moralnym, które miałoby charakter raczej prawny, a które, stosując się ściśle do reguł, pozbawione byłoby wewnętrznego porywu do doskonałości oraz nie tryskałoby głęboką miłością.

Sprawiedliwość Józefa można jeszcze nazwać absolutną prawością. Była to prawość człowieka, który nie tylko nie chciał oszukiwać innych, lecz unikał oszukiwania samego siebie oraz nie czynił nic, aby, gdyby to było możliwe, oszukać Boga. Właśnie wobec Boga, pod Jego wejrzeniem Józef chciał być tylko tym, kim był.
Człowiek tak łatwo szuka szacunku u drugich; doświadcza pokusy, aby działać według opinii, którą o jego postępowaniu urobili sobie inni i szukać ich aprobaty jako celu życiowego. Była to wada, której hołdowali faryzeusze i od której Mistrz będzie odwodził swych uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 6, 1).

Józef nigdy nie pragnął ściągać na siebie ludzkich spojrzeń i właśnie dlatego jego cnota pozostawała w cieniu, nieznana nikomu poza Maryją i Jezusem. Nie dopatrywano się w nim niczego nadzwyczajnego, ponieważ pragnął wyłącznie podobać się Bogu, a oceny ludzkie, pochwały czy też krytyka były mu obojętne. Wiedział, że te oceny nie mogą nic dorzucić ani nic odjąć od rzeczywistej doskonałości duszy. To nie szacunek otoczenia ani tym bardziej powszechna opinia publiczna przyczynia się do prawdziwej wartości człowieka. Wartość ta jest głęboko wyryta w naszym jestestwie i liczy się tylko ocena zawarta w wejrzeniu Bożym.

Józef zatem zachował całkowitą przejrzystość duszy. Nie było w nim wcale komplikacji wzbudzanych przez miłość własną, która nawet przy dobrym postępowaniu domaga się i szuka zadowolenia z siebie. Nie było tani żadnych starań o to, aby wzmocnić czy też ochronić swoją dobrą sławę. Józef wiedział, że jego dobre imię jest w rękach Pana. Ubiegać się natrętnie o szacunek drugich — znaczyłoby to samo, co chcieć wyrwać swoją reputację z rąk Bożych.

Widać stąd, jakie cechy zawiera w sobie zaleta sprawiedliwości; jest tam prawość wewnętrzna, której odpowiada widoczna prawość w postępowaniu zewnętrznym. Gdyby ktoś chciał zatrzymać się, by dobrze przypatrzeć się Józefowi, dostrzegłby, że w głębi swej istoty był człowiekiem prawdziwie pobożnym i świętym, takim właśnie, jakim się wydawał. Żadnego odchylenia, żadnego zboczenia z drogi. Jego dusza była jasna i szczera.
Takiej właśnie potrzebował duszy, aby pozostawać w nieustannej zażyłości z Jezusem. Wszelki brak prawości wprowadzałby przykre skrępowanie. Spojrzenie Zbawiciela, które przenikało aż do głębi serc, cieszyło się doskonałą przejrzystością duszy Józefa. Właśnie jedną z radości rodziny nazaretańskiej była owa przejrzystość dusz, które się tam zgromadziły. Nie było cienia ukrytej myśli, a otwartość serc akcentowała głąbie, ich zjednoczenia.

Sprawiedliwy Józef przedstawia się nam u progu Nowego Testamentu jako wezwanie do doskonałej szczerości, którą Chrystus pragnie znaleźć w swych uczniach. Dzięki niej Józef był już świadkiem zwycięskiej walki światła z ciemnościami. Czymże jest bowiem przejrzystość i prawość duszy, jeśli nie tryumfem światła Bożego, światła, które oświeca jej najbardziej tajemne zakątki?

Józef chce nas poprowadzić na drogę takiego tryumfu. Pomaga on nam usunąć wszystko, co stanowi w nas przeszkodę dla światła, wszelki blichtr, jakim staraliśmy się przyozdobić w oczach bliźniego, wszelkie kłamstwo nawet nieświadome, przez które próbujemy uchodzić w swoich własnych oczach za lepszych, niż jesteśmy. Józef wzbudza w nas pociąg do tej szczerości, która stawia nas pod wejrzeniem Bożym, budzi pragnienie ofiarowania Bogu duszy przejrzystej, z otwartością, która odrzuca wszelkie zasłony, z prawością, która przystaje do absolutnie prawego spojrzenia Jezusa.